Link 22.03.2008 :: 00:02 stains (0)


i jak ich nie kochać?
Wenn die Gedanken kommen, dann geh’n sie nicht, geh’n sie nicht
sie ham mich fest im Griff und lähmen mich, lähmen mich
ich kann nicht anders, denn ich quäle mich, quäle mich
ich muss es wieder tun und schäme mich, schäme mich


wspominałam coś o moim typie wcześniej... Doktor Renz, biała koszula... mmm...

Link 10.03.2008 :: 06:04 stains (4)

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,5004980.html
Jezu, jak się cieszę : )

Link 09.03.2008 :: 21:16 stains (0)

    W zbiegach okoliczności zawsze jest coś interesującego, coś, co pcha nas do rozbierania ich na części pierwsze i śledzenia składającego się na nie łańcucha przyczynowo skutkowego.
    Zakochałam się ostatnio w serialu "Pushing Daisies" (do obejrzenia w Canal+ film). Jest tak pełen ciepła i magii, których każdemu chyba czasem brakuje, że po prostu nie mogę mu się oprzeć. Niestety pierwszy sezon był bardzo krótki i, jak zawsze, zamiast cieszyć się nim długo, rozłożyć przyjemność na jakiś czas, pochłonęłam go w dwa dni. Swoją drogą, zastanawiam się jak to jest, że seriale w jakiś sposób mówiące o stykaniu się z trupami (jak Six Feet Under na przykład) są zawsze w pewien specyficzny sposób wyjątkowe.
    Wracając do zbiegów okoliczności... Główną rolę w Pushing Daisies gra Lee Pace (zdjęcie obok). Pewnie przez graną przez niego postać, bo jest zupełnie nie w moim typie (cicho, wiem), zupełnie mnie zauroczył, co skłoniło mnie do sprawdzenia jego dotychczasowych dokonań etc.
    Jak widać na tym blogu, od jakiegoś czasu walczę z "Z zimną krwią" Capote (zmniejszona częstotliwość podróży kolejką i metrem niestety wydłuża czas przeprawy). W piątek obejrzałam z rodzicami genialny wg mnie film "Capote" i opowiadałam im o tym, że mniej więcej w tym samym czasie (o ile się nie mylę, hm) nakręcono drugi film, praktycznie o tym samym, który jednak zniknął w cieniu oskarowej roli Philipa Seymoura Hoffmana.
    Tym drugim filmem było "Infamous", w którym rolę Dicka Hickocka zagrał Lee Pace, o czym dowiedziałam się dziś. (Ciekawe, swoją drogą, czy gdybym to ten film obejrzała najpierw, ten chłopak spodobałby mi się tak samo).

Link 08.03.2008 :: 12:52 stains (3)


      Olgo, Ewo, FYI, a-must-have.

Link 05.03.2008 :: 16:36 stains (13)

  W ramach kryzysu kupiłam sobie aparat fotograficzny. W końcu głupio byłoby nie skorzystać z tak sprawdzonego sposobu na poprawienie sobie samooceny jak robienie chujowych zdjęć i wmawianie sobie i innym, że są zajebiste, że ma się zainteresowania etc. No i jak zdarzy mi się zrobić coś ciekawego, to przynajmniej będę mogła to udokumentować i chwalić się.
  Tonący i tak dalej.

Link 04.03.2008 :: 19:25 stains (1)

PLAN
Montag Abend
Dienstag Abend
Mittwoch Abend
Donnerstag Abend

poza tym:
http://www.azw.at/
http://www.designforum.at/
http://www.m-ars.at/m/d/startpage
http://www.haus-wittgenstein.at/
http://gasometer.org/en/
http://www.buechereien.wien.at/
http://www.kabelwerk.at/
http://www.dasmoebel.at/
...i inne



no i zobaczymy

Link 02.03.2008 :: 18:27 stains (5)

Link 24.02.2008 :: 18:51 stains (5)


  Od niespełna dwóch miesięcy nieustannie szukam zagłuszaczy, czegoś, co sprawi, że nie będę nic czuła i wyłączy myślenie. Próbuję z chemią, z dziwnymi zajęciami, z normalnymi zajęciami, z różnym towarzystwem i różnymi miejscami.
  Jakiś czas temu wspominałam o tym, że nie mogę słuchać muzyki, bo wszystko z czymś mi się kojarzy albo wywołuje jakieś emocje, z którymi nie umiem sobie dać rady. Teraz słucham M.I.A.. Tylko przy jej piosenkach nie myślę o niczym. Nie czuję nic. Jak to wytłumaczył K - "bo to jest czysta energia". I nieporównywalnie tańsza niż inne wykorzystywane przeze mnie ostatnio źródła.
  Problem polega na tym, że okazuje się, iż emocje stanowiły dla mnie jedyną zauważalną różnicę między wszystkimi kolejnymi dniami. W nowych miejscach, wśród rzadko widywanych i zupełnie nowych ludzi, żyję w nieustannym deja vu, a przeszłość jest lemurem, który wytrzeszcza na mnie oczy jak tylko środki zejdą, więc wolę z niego nie wychodzić.

  PS: gratis, którego nie mogłam sobie darować:

Link 31.01.2008 :: 11:12 stains (4)


  Na dziś, a raczej na wczoraj, nie mam adekwatnego cytatu. Dzięki wzmożonej częstotliwości podróży kolejką czytam więcej i więcej, jednak nigdzie nie znalazłam bohatera zastanawiającego się, czy chciałby mieć kogoś, kto trzymałby mu włosy przy rzyganiu po lekach, a może przynajmniej kogoś, dla kogo chciałby te leki brać. I can't write if I can't relate.
  No ale dziś nie o tym.

  Wczoraj wieczorem nie miałam siły nic pisać, zresztą uznałam, że muszę się z tym przespać. Obudziłam się rano i wydało mi się, że każdy mój dzień przypomina coraz bardziej i bardziej... no właśnie. Bukowskiego to nie. Ale kto pisze takie rzeczy?

  Rano w pracy przywitała mnie informacja o tym, że Japończycy chcieliby dostać zdjęcie soji, której używamy do produkcji naszych bułek. Ma to bezpośredni związek z reklamacją na "unknown yellow substance on the surface" dotyczącą bułki wieloziarnistej. Jednym ze składników jest soja, która sobie wywędrowała na wierzch.
  To jednak nie wystarczyło, by mnie obudzić. Byłam tak nieprzytomna, że po wypiciu kawy o 8 rano postanowiłam się przespać. Nastawiłam budzik w telefonie na kwadrans później, poszłam do łazienki, zamknęłam klapę, usiadłam, podwinęłam nogi i zasnęłam na 15 minut. Pomogło.
  Po południu pojechałam oglądać mieszkanie. Mieszkanie jak mieszkanie, jak się wszystko wypruje i zrobi od nowa może być całkiem fajne. Potem jednak poszliśmy z właścicielami do pierwszej lepszej restauracji w pobliżu, która okazała się być Restauracją Śpiewających Kelnerów, która, jak się okazało, specjalizuje się w kuchni izraelskiej i żydowskiej. Mają nawet koszerne wino. Kelnerzy wyli, ja usypiałam, a moi rodzice cztery godziny dyskutowali z właścicielami.
  Przez te cztery godziny nabrałam wiele sympatii do tych ludzi, w tym do opisywanego przez panią o wdzięcznym imieniu Konstancja jej brata. Potem, oczywiście, gdy wracaliśmy do domu, nasłuchałam się innych wersji opowiadanych historii. Świat jest przekretyńsko mały.
  Po drodze wpadliśmy jeszcze do Arkadii. Gdy w końcu znaleźliśmy miejsce na parkingu, okazało się, że w samochodzie obok, jak to subtelnie określiła moja mama, na rozłożonym siedzeniu leży facet przykryty kurtką i wali konia.
Po powrocie do domu ostatkiem sił obejrzałam nowy odcinek House'a. Koniec.
 
W sobotę szykuje się następny absurdalny dzień. Firmowy bal świąteczno-noworoczny. W lutym. A co.

PS: Michał, oszukałeś mnie z tym Ballardem, to nie było TO.

Link 19.01.2008 :: 13:05 stains (1)







  zawsze traktowałam tego bloga trochę jak notatnik, więc notuję - Nick Cave and the Bad Seeds "Dig, Lazarus, Dig" 03.03.2008

kategorie

tematycznie(20)
monotematycznie(17)
autotematycznie(15)
bezcytatowo(11)
monotematycznie II(5)

ścinki

Wyślij wiadomość

[w obrazkach]
zdrada ideałów
ze koz
hail Hessia
dzi!
zazdrość

[cut it]
ju, vip
więcej Hessii
antyantyintelektualistka
dźwięki
mehr pop
ze radio
książkozbokulstwo
ze best
archiwum badań

[popstars]
Виктор Пелевин
Владимир Сорокин
Борис Акунин
Michel Houellebecq
dr of journalism goddamnit
JonFen!
choke
Wu Ming
Luther Blissett
Phillip K. Dick
unösterreicher
cyberfather

archiwum

2017
09
08
07
06
05
04
03
02
01
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007
2006